Ameryka świętuje, a my?

22.01.2015
Ameryka świętuje, a my?

 

Prezydent USA Barack Obama w dorocznym orędziu o stanie państwa ogłosił, że USA wyszły z kryzysu gospodarczego, największego od lat 30-tych ubiegłego wieku. Pochwalił się, że stopa bezrobocia spadła do poziomu sprzed kryzysu, a indeksy giełdowe biją rekordy wszechczasów.

A nasza giełda? Jakie są wyniki funduszy akcji za ostatnie 7 lat? Wciąż ujemne. Dlaczego tak się dzieje? 

Kłopoty z odrabianiem strat z okresu kryzysu w latach 2008/2009 zaczęły się w 2011 roku, a więc wtedy, gdy ogłoszono, że zostanie ograniczony napływ środków do otwartych funduszy emerytalnych; obniżono składkę z 7,3% do zaledwie 2,3%.  Zapowiedź kolejnych zmian już pod koniec 2012 roku i ciągnący się horror kolejnych pomysłów jaki ma być ich zakres, skutecznie zahamował wzrosty na giełdzie aż do połowy 2014 roku. Gdy już wydawało się, że wszelkie negatywne skutki zmian w II filarze „zostały” uwzględnione w wycenach polskich spółek, doszedł czynnik „ukraiński”. Gdy sytuacja na Ukrainie także została „skonsumowana” przez rynek akcji, powodując dalsze spadki - kolejny cios przyszedł z zupełnie nieoczekiwanej strony: Bank Centralny Szwajcarii podjął  decyzję o uwolnieniu kursu franka, odchodząc od polityki, która ustanawiała limit spadku kursu euro wobec szwajcarskiej waluty. To spowodowało gwałtowny wzrost kursu franka wobec będącego pod coraz większą presją kryzysu w Europie euro, ale w jeszcze większym stopniu wobec PLN.

Czy w takiej sytuacji ma jakikolwiek sens inwestowanie w polskie akcje i nabywanie jednostek uczestnictwa funduszy akcji inwestujących na rodzimym parkiecie? Chociaż to pytanie zadaje sobie mnóstwo osób mających oszczędności na niskooprocentowanych lokatach bankowych, w funduszach pieniężnych, czy w funduszach obligacji – to jednak o wiele lepiej zadać sobie nieco inne pytania: kiedy wreszcie pojawi się odpowiednio duży popyt na polskie akcje? Oraz: czy grozi nam dalsza wyprzedaż akcji?

Przeanalizujmy potencjalne źródła podaży. Po pierwsze, otwarte fundusze emerytalne mogą wyprzedawać akcje. I zapewne będą, ponieważ obowiązujący suwak - konieczność stopniowego „przenoszenia się” z OFE do ZUS osób w wieku przedemerytalnym - będzie uszczuplać aktywa funduszy w większym stopniu niż powiększają je napływające składki od aktywnych członków OFE.  Fundusze emerytalne, według danych Analiz OnLine, posiadały w swoich portfelach akcje wyceniane na około 124 mld zł pod koniec 2014 roku, a saldo nabyć akcji w całym ubiegłym roku było minimalnie dodatnie: wyniosło 0,9 mld; dla porównania - w całym 2013 roku OFE skupiły akcje spółek notowanych na GPE za kwotę 16 miliardów. Na koniec roku udział akcji w portfelach wyniósł według Analiz Online 82,8% (76% stanowiły akcje spółek notowanych na GPW), czyli znacznie powyżej minimalnego wymaganego poziomu, który w 2014 roku wynosił  75%. Natomiast w tym roku minimalny wymagany udział akcji w portfelach OFE wynosi 55%. Tak więc fundusze emerytalne stanowią potencjalnie bardzo duże źródło podaży akcji w bieżącym roku.

Nieco inaczej wygląda sytuacja w przypadku funduszy inwestycyjnych. Udział funduszy akcji w całym rynku funduszy jest na najniższym historycznie poziomie i wynosi zaledwie 13,8% (w porównaniu z 16% na koniec grudnia 2013 roku). W ostatnim czasie koniunktura na GPW raczej nie rozpieszczała uczestników tych funduszy, a więc ewentualna podaż akcji z tej strony raczej będzie niewielka.  Trudno prognozować zachowanie zagranicznych inwestorów instytucjonalnych, ale warto wziąć pod uwagę, że ich udział w rynku jest stosunkowo niewielki i wynika głównie z tego, że Polska jest postrzegana przez nich jako zbyt bliska bardzo zapalnego obszaru, jakim jest Ukraina. Warto też dodać, że po uwzględnieniu osłabienia się złotówki w stosunku do głównych walut, szczególnie wobec dolara, w ubiegłym roku zagraniczni inwestorzy ponieśli spore straty na GPW.

A co może być źródłem popytu?

Oszczędzający, przede wszystkim uczestnicy funduszy pieniężnych i funduszy obligacji, a nieco później posiadacze lokat bankowych.  W funduszach dłużnych Polacy ulokowali 42 mld złotych, a w funduszach gotówkowych - ponad 28 miliardów. Obie grupy uczestników są bardzo zadowolone z osiągniętych wyników. Średni wynik funduszu obligacji w ubiegłym roku to 5-6%, a funduszy pieniężnych i gotówkowych był niewiele niższy: około 3-4%. Porównując to z deflacją na poziomie 1%, można uznać uczestników tych funduszy za szczęściarzy. Czy oni tak łatwo zdecydują się na przynajmniej częściowe przejście do funduszy akcji? Doświadczenie pokazuje, że nie – może to nastąpić dopiero po doświadczeniu straty, a te mogą nadejść raczej nie wcześniej niż w drugiej połowie roku: przy ewentualnych podwyżkach stóp procentowych. Oczywiście mogą zechcieć przejść wcześniej do funduszy akcji, ale pod warunkiem bardzo wysokich wzrostów akcji, trwających co najmniej kilka miesięcy.

Jeszcze mniej pewnym źródłem napływu środków do funduszy akcji są depozyty bankowe. Chociaż ich posiadacze są niezadowoleni z poziomu odsetek, to ci, którzy mieli zrezygnować z lokat - już tego dokonali: decydując się na przejście do funduszy pieniężnych. I zapewne nadal przechodzą do tych funduszy. Co więcej, spadek cen o jeden procent w ubiegłym roku, poprawił realny wynik posiadaczy lokat, co stanowi dalszy czynnik „hamujący” napływ środków na GPW.

A więc co może być tym czynnikiem sprawczym, tym który rozpocznie pierwsze wzrosty, generujące dalszy popyt na akcje? Zagranica - zresztą tak jak zawsze.

Czy więc nie warto nabywać jednostek uczestnictwa funduszy akcji? Wręcz przeciwnie. Z jednej strony szanse na wzrosty w najbliższym czasie są wątpliwe, ale z drugiej potencjał spadku wydaje się także niewielki. W tej sytuacji najlepiej zacząć powoli przenosić oszczędności do funduszy akcji, w ratach.

Jakie to proste? Niestety dla wielu zbyt proste. Pamiętam jak w połowie 2008 roku zaproponowałem szkolenie dla jednej z firm doradztwa finansowego, jednej z największych w Polsce. Zadano mi pytanie: A jakie strategie w tych warunkach polecałby pan naszym klientom? Powiedziałem, że najprostszą z możliwych: wpłata wszystkiego do funduszu obligacji i powolne przenoszenie środków do funduszu akcji.  Uznano jednak, że proponowana przeze mnie strategia jest zbyt "oczywista", aby mogli ją polecać "profesjonalni" doradcy finansowi reprezentujący tę firmę.


Maciej Rogala - doświadczony konsultant i szkoleniowiec, specjalizujący się w funduszach inwestycyjnych i dobrowolnych planach emerytalnych. Prowadzi firmę doradczo-szkoleniową EDINEM – Edukacja Inwestycyjna i Emerytalna. Jest autorem czterech książek, w tym trzech poradników inwestycyjnych: Otwarte fundusze inwestycyjne. Zasady są proste (2006 rok), Rozważny inwestor. Daj sobie radę (2010 rok) oraz III filar Twojej Emerytury. Przygotuj dobry plan na lepszą przyszłość (listopad 2011).
 

Niniejszy materiał jest opinią eksperta i odzwierciedla jego osobiste poglądy.
Spółka nie ponosi odpowiedzialności za trafność oraz kompletność przekazywanych przez eksperta informacji.
Opinie ekspertów odzwierciedlają ich osobiste poglądy i nie należy interpretować ich jako opinii lub stanowiska Union Investment TFI S.A.