Błąd najczęściej popełniany przy inwestowaniu w fundusze akcji

07.10.2014
Błąd najczęściej popełniany przy inwestowaniu w fundusze akcji

 

Jakie pytanie zadajemy najczęściej pracownikowi banku lub biura maklerskiego, zanim zainwestujemy pieniądze w fundusz akcji? Jak pan/pani myśli, czy akcje będą rosły, czy może spadną jeszcze niżej?

 

Czy to pytanie ma sens? Oczywiście, że nie.  Bo każdy odpowiedzialny doradca powinien nam odpowiedzieć tak, jak to stwierdził niedawno w wywiadzie dla CNBC Warren Buffett: Nie mam pojęcia, w którą stronę pójdzie rynek akcji jutro, w przyszłym tygodniu, miesiącu czy roku.

 

O wiele ciekawsze jest poszukiwanie odpowiedzi na inne pytanie: Dlaczego tak często pytamy o przyszły trend na rynku akcji?

Moim zdaniem wynika to z naszej chęci ograniczenia dyskomfortu związanego z niepewnością rezultatu naszej inwestycji. To dlatego tak chętnie czytamy prognozy, zapoznajemy się z nimi, nawet tymi jednodniowymi.

Zwróćmy uwagę, że prawie zawsze na stronach internetowych z notowaniami giełdowymi skierowanymi do inwestorów niemal każdy dzień zaczyna się od wpisu: Dzisiaj są duże szanse na... Po wczorajszych wydarzeniach rynek prawdopodobnie otworzy się..., ale później może być tak a tak.

Dlaczego w ogóle pojawiają się takie nawet jednodniowe prognozy, skoro niemal wszyscy zgadzają się, że zachowanie rynku akcji jest nieprzewidywalne? Odpowiedź jest prosta: Bo jest ogromny popyt na takie prognozy, bo inwestorzy ich oczekują. I nie ma znaczenia, że te oczekiwania są pozbawione racjonalnych podstaw.

Nie chcemy podejmować ryzyka ze świadomością, że nic nie wiemy, że „na dwoje babka wróżyła”. Ktoś może chcieć udowodnić, że to nieprawda, bo przecież tak wiele osób chodzi do kasyna, uprawia hazard, w przypadku którego łatwo określić rachunek prawdopodobieństwa. Jeszcze większa liczba bierze udział w grach liczbowych. Często rynek akcji – giełda – jest nazywany kasynem.

Ale to niewłaściwe porównanie, właśnie ze względu na nasze oczekiwania dotyczące ostatecznego wyniku, a przede wszystkim naszych szans na wygraną.

Idąc do kasyna czy wypełniając kupon w grze losowej, nigdy nie oczekujemy od kogoś podpowiedzi, profesjonalnej porady odnośnie do tego, jaka liczba zostanie wylosowana, na którym kolorze zatrzyma się puszczona w ruch kulka w ruletce. Idąc do kasyna liczymy jedynie na szczęście. Czasami prosimy istotę wyższą, aby pomogła nam wygrać, bo... potrzebujemy wygranej, nieraz obiecując, że się zrewanżujemy, jeżeli taką pomoc otrzymamy.

A przy inwestowaniu na giełdzie?

Decyzję inwestycyjną podejmujemy w zupełnie innych okolicznościach i liczymy na pomoc w sukcesie z zupełnie innej strony. Mamy analityków, mamy doradców, prognostyków. Mamy specjalne oprogramowania komputerowe, systemy. Mamy całą analizę techniczną: formacje takie, siakie, owakie, sygnały kupna, sygnały sprzedaży. Mamy do pomocy tzw. guru, których prognozy się sprawdzają częściej niż innych, wyjątkowo często, niemal zawsze, aż do tej ostatnio, która dziwnym trafem się nie sprawdziła, akurat wtedy, gdy po raz pierwszy namówiono nas do skorzystania z takiej prognozy.

Ale przede wszystkim mamy silną potrzebę zachowywania dobrego samopoczucia, ograniczenia elementu niepewności, ograniczenia obaw, że jednak na inwestycji w akcje, w fundusz akcji możemy ponieść stratę.

I dlatego właśnie zadajemy pytanie doradcy lub pracownikowi biura maklerskiego: Jak pan/pani myśli, czy są szanse na wzrosty na giełdzie?

Co więcej, zwróćmy uwagę na to, że my tego pytania prawie nigdy nie zadamy w najlepszym momencie na dokonanie inwestycji, gdy prawdopodobieństwo wzrostów będzie największe: na samym dnie bessy. Bo wtedy sami jesteśmy „na 100% pewni”, że nie ma żadnych szans na wysokie zyski w funduszach akcji.

Dlatego proponuję, dla własnego bezpieczeństwa, nigdy nie zadawać ani sobie, ani tym bardziej doradcy bankowemu lub pracownikowi biura maklerskiego powyższego pytania. Bo to pierwszy krok do... poniesienia straty.

Zamiast tego lepiej zadać sobie inne pytania: Co by dla mnie oznaczało, gdyby jednak jakimś cudem akcje wzrosły? Jakie będą konsekwencje tego dla mnie? Czy aktualny sposób lokowania oszczędności w jakikolwiek uwzględnia ryzyko wystąpienia wysokich wzrostów na rynku akcji?

Duża część osób inwestuje w akcje, w fundusze akcji, karmiąc się nadzieją na wzrosty. A niestety większość z nas dopiero wówczas, gdy jesteśmy pewni wzrostów – w okresie euforii na rynku. Natomiast te osoby, które osiągają największe zyski z inwestycji w akcje lub fundusze akcji – jest ich zdecydowanie mniej niż tych pierwszych – podejmują decyzję z zupełnie innego powodu: z obawy przed tym, że wzrosty mogą na rynku akcji wystąpić, że mogą na rynek powrócić.

Najlepiej więc podjąć decyzję inwestycyjną / dotyczą sposobu lokowania oszczędności, wybierając mniejsze ryzyko, mniej bolesne konsekwencje, zachowując pełną pokorę wobec rynku, czyli mając świadomość tego, z czego zdaje sobie sprawę Warren Buffett: "Nie mam pojęcia, w którą stronę pójdzie rynek akcji jutro, w przyszłym tygodniu, miesiącu czy roku".


Niniejszy materiał jest opinią eksperta i odzwierciedla jego osobiste poglądy.
Spółka nie ponosi odpowiedzialności za trafność oraz kompletność przekazywanych przez eksperta informacji.
Opinie ekspertów odzwierciedlają ich osobiste poglądy i nie należy interpretować ich jako opinii lub stanowiska Union Investment TFI S.A.

Maciej Rogala - doświadczony konsultant i szkoleniowiec, specjalizujący się w funduszach inwestycyjnych i dobrowolnych planach emerytalnych. Prowadzi firmę doradczo-szkoleniową EDINEM – Edukacja Inwestycyjna i Emerytalna. Jest autorem czterech książek, w tym trzech poradników inwestycyjnych: Otwarte fundusze inwestycyjne. Zasady są proste (2006 rok), Rozważny inwestor. Daj sobie radę (2010 rok) oraz III filar Twojej Emerytury. Przygotuj dobry plan na lepszą przyszłość (listopad 2011).