Coraz bogatszy kraj coraz biedniejszych obywateli. Można na tym nieźle zarobić

11.05.2011
Coraz bogatszy kraj coraz biedniejszych obywateli. Można na tym nieźle zarobić

 

W ostatnich dniach "Rzeczpospolita" (wydanie z 7 maja br.) omawiała wyniki raportu „Obserwator” banku Cetelem, z którego wynika, że Polacy wolne środki wolą przeznaczyć na konsumpcję niż na oszczędności. Aż 72 proc. Polaków zamierza wydać swoje pieniądze na konsumpcję, czyli głównie na samochody, nieruchomości i rozrywkę (przed rokiem 68 proc.). To dwa razy więcej niż Włosi, Hiszpanie czy Francuzi. Natomiast oszczędzać planuje jedynie 29 proc. badanych (przed rokiem 34 proc.). Najwięcej, bo 58 proc. Polaków planuje wydatki na turystykę i rozrywki (47 proc. rok temu). 28 proc. badanych, o 8 proc. więcej niż przed rokiem, zamierza kupić samochód.


Ah, jak miło jest wspomnieć rok 2009. To właśnie wówczas Polacy zaczęli doceniać uroki oszczędzania: gdy wielu z nas stanęło na krawędzi, gdy wielu z nas w oczy zajrzał strach przed utratą pracy, przed brakiem środków na spłatę kredytów, przed bankructwem. Ale nawet wówczas byliśmy „zieloną wyspą” na tle pogrążonej w kryzysie Europie. Dzięki czemu? Za sprawą wewnętrznej konsumpcji.
Jaki to jest paradoks – dobra koniunktura w danym kraju, w danej gospodarce jest możliwa pod jednym warunkiem: wysokiej konsumpcji, czyli pozbawiania się bogactwa. W niektórych krajach konsumpcja osiągnęła szczyt swoich możliwości. Na ich czele jest Japonia, w której od wielu lat mamy deflację – bo Japończycy już wszystko kupili co było do kupienia. Z tego właśnie powodu dwa razy więcej Polaków chce kupić samochód, mieszkanie, zabawić się niż Włosi czy Francuzi. To dlatego w Stanach Zjednoczonych FED – tamtejszy bank centralny – robi wszystko aby dolar był możliwie najtańszy: aby tamtejsze firmy, tamtejsi producenci mogli jak najwięcej sprzedawać nie na „własnym podwórku” ale właśnie w tych krajach, gdzie występuje tendencja wzrostowa w konsumpcji, w krajach „trzeciego świata”.

Czy moim zamiarem jest krytyka konsumpcyjnych zachowań Polaków? Oczywiście, że nie. To jest fakt, zjawisko. Nic tego nie zmieni. Po prostu jesteśmy krajem na dorobku. Polacy chcą jak najszybciej dogonić poziomem życia swoich sąsiadów – tych z „zachodu” i dalekiego wschodu. Chciałbym jednak zastanowić się co z tego faktu wynika, jakie mogą być tego dalsze konsekwencje.
Tak jak przewiduje większość analityków, czekają nas podwyżki wynagrodzeń. Te pieniądze „na nieszczęście” dla branży finansowej nie pójdą na oszczędności ale właśnie na coraz większą konsumpcję. Ale część osób, zdecydowana mniejszość, zaoszczędzi wyższe dochody, odłoży na przyszłość. To właśnie te zaledwie 29% badanych, które zamierza wyższe dochody przeznaczyć na oszczędności. Dla tych zapobiegliwych Polaków, jak ich nazywam także „konsumentami z odroczonym okresem wydatku” to „wielkie szczęście”, że należą do mniejszości – że konsumentów jest aż 72%.
Dlaczego? Bo to oznacza coraz większe bogactwo kraju, coraz szybszy rozwój i tym samym coraz wyższe dochody przedsiębiorstw. A więc nadal będzie można sporo zarobić na konsumpcji pozostałych coraz biedniejszych współobywateli.

Oczywiście pod jednym warunkiem – że odłożone na przyszłą konsumpcję pieniądze nie trafią do banku (na depozyt), na których to bank zarabia – płacąc nam (oszczędzającym) marne kilka procent odsetek - sprzedając nasze pieniądze nawet za ponad 20% współobywatelom-konsumentom.  Między 5% rocznie a 20% to spora różnica! Warto aby te 20% rocznie a może nawet więcej trafiło do twojej kieszeni.

Maciej Rogala

 

Maciej RogalaMaciej Rogala – doświadczony konsultant i szkoleniowiec, specjalizujący się w funduszach inwestycyjnych i dobrowolnych planach emerytalnych. Prowadzi firmę doradczo-szkoleniową EDINEM – Edukacja Inwestycyjna i Emerytalna. Jest autorem czterech książek, w tym trzech poradników inwestycyjnych: Otwarte fundusze inwestycyjne. Zasady są proste (2006 rok), Rozważny inwestor. Daj sobie radę (2010 rok) oraz III filar Twojej Emerytury. Przygotuj dobry plan na lepszą przyszłość (listopad 2011).