Do euforii na rynku mamy jeszcze tysiące mil (czy podmorskiej?) podróży

02.05.2011
Do euforii na rynku mamy jeszcze tysiące mil (czy podmorskiej?) podróży

 

Ostatnie dane o napływie środków do funduszy inwestycyjnych nie pozostawiają złudzeń. Jak czytamy w raporcie Analiz OnLine podsumowującym pierwszy kwartał 2011 roku: „na rynku funduszy inwestycyjnych pojawił sie lekki marazm. Podczas gdy w poprzednich kwartałach 2010 roku sprzedaż netto funduszy przekraczała średnio 2,3 mld zł, tym razem wyniosła zaledwie 700 mln zł. Złożyło sie na to zarówno ujemne saldo wpłat i wypłat w styczniu oraz słaba sprzedaż w kolejnych miesiącach”.


Jakie są tego przyczyny? Jest ich przynajmniej kilka. O większości już pisałem. Najważniejszy opór wynika z bolesnych doświadczeń.

Kiedy prowadziłem szkolenie na samym dnie bessy, w lutym 2009 roku dla sprzedawców jednej z firm oferujących polisy inwestycyjne i radziłem aby pokazywać potencjalnym klientom wyjątkowość tego momentu - który zdarza się raz na 100 lat, raz w życiu każdego inwestora - jeden z uczestników z rozbrajającą szczerością odpowiedział: osób, które potraktują dzisiejsze wyceny akcji jako okazję nie ma, bo wszyscy nasi klienci już zainwestowali, w dodatku na samym szczycie hossy.
I co się dzieje dzisiaj z tymi osobami? Część z nich po prostu odrabia straty, czekając na moment, w którym "wyjdą na swoje". Uczestnicy funduszy akcji potrzebują jeszcze 20-25% wzrostu wartości posiadanych jednostek uczestnictwa. Jak podają w najnowszym raporcie Analizy OnLine posiadacze funduszy stabilnego wzrostu już w całości odrobili straty: po trzech latach i 9 miesiącach. Chociaż wyceny spółek nadal są poniżej swoich maksymalnych wartości, to w przypadku funduszy stabilnego wzrostu podziałał wspaniale bufor w postaci obligacji i instrumentów rynku pieniężnego, stanowiących aż 70% ich aktywów. Zapewne wywoła to pewną falę umorzeń z tej kategorii funduszy - inwestor musi odpocząć po takim trudnym okresie.
Dlaczego był to trudny okres? Na początku jest nadzieja, na wyższe zyski – w momencie dokonania inwestycji. Gdy rozpoczyna się bessa, przychodzi nadzieja na to, że obserwowane spadki to jedynie korekta. Ona także się nie spełnia. Przychodzi okres coraz większej złości i żalu, rzadko do siebie, najczęściej do osoby sprzedawcy, że: „zostałem namówiony do tej głupiej inwestycji”. I wreszcie następuje rezygnacja. Ona może przybrać dwie formy: albo pogodzenie się z sytuacją, ze spisaniem inwestycji na straty, skutkujące pozostawieniem środków - bo nie ma sensu wycofywać "marnych groszy", albo niestety, dość częsta ucieczka nie tyle od strat, co od stresu - gdy dokonano zbyt dużej inwestycji, czasami nawet całości oszczędności.


I niestety wygląda na to, że okres wyjątkowo dobrej koniunktury panującej już ponad dwa lata stanowi kontynuację stresu, od którego wiele osób postanowiło uciec na samym dnie bessy, usprawiedliwiając siebie słowami: „mam już dość, dłużej tego nie wytrzymam ”. A stres wcale się nie skończył - w 2009 roku. On trwał nadal. Po podjęciu decyzji od sprzedaniu wszystkich jednostek funduszu akcji – za cenę o ponad połowę niższą niż w momencie zakupu, taka osoba nie zapomniała o tych jednostkach. Chociaż wyobrażała sobie, że wreszcie pozbywa się nieudanej inwestycji, to ona ciągnie się za nią aż do dzisiaj. Po sprzedaniu jednostek przestała się martwić ich dalszym spadkiem, ale zainteresowanie pozostało. Przecież śledząc dzień w dzień przez dwa lata coraz niższe wyceny posiadanych jednostek, w chwili ich odsprzedaży nie można, ot tak, zapomnieć. Inwestor nadal obserwuje rynek, nadal sprawdza bieżące wyceny, wciąż z nadzieją, tym razem na to, że odsprzedane jednostki będą kontynuowały spadki.


Jest wiele osób, tysiące, a nawet dziesiątki tysięcy, które w okresie między wiosną 2007 a wiosną 2009 przeżywały długie miesiące obserwacji topniejących oszczędności ulokowanych w funduszach akcji, by w końcu wycofać się z ponad 50% stratą. Od dwóch lat obserwują ciągły wzrost odsprzedanych na samym dnie bessy jednostek, oczywiście coraz bardziej żałując, że jednak nie zachowali konsekwencji.


Czy ci inwestorzy mogą ponownie wrócić na rynek? Tak. Ale niestety dopiero w okresie euforii na rynku, w której stracą zupełnie nadzieję na rozpoczęcie się spadków, na powrót bessy, który dla tych osób jest upragnionym scenariuszem przyszłych zdarzeń. Upragnionym do czasu – gdy ponownie przeproszą się z rynkiem i ponownie zmienią punkt widzenia. Jak zawsze: w najgorszym możliwym momencie – zmiany trendu.

Tak było w przeszłości i tak będzie zawsze w przyszłości. Nie zmienią tego żadne dyrektywy MIFiD, żadne dobre rady, żadne zasady inwestowania. Dlaczego? Bo w grę wchodzą nie racje ale ogromne emocje. Emocje są głuche na argumenty. Emocje nie słuchają dobrych rad. Emocje żądzą nami, powodują, że zracjonalizujemy nawet najgorszą decyzję, a więc także tę o inwestycji na samym szczycie hossy i wycofaniu się na dnie bessy.
Kiedy zacznie się bessa? Gdy każdy kto miał kupić akcje będzie już je posiadał. Gdy analitycy będą niemal jednomyślnie prognozować wzrosty. Gdy nawet najbardziej konserwatywny inwestor nie będzie miał oporów przed inwestowaniem – bo na rynku zapanuje euforia.

Czy to znaczy, że dzisiaj można w ciemno inwestować na rynku akcji i czekać na ten euforyczny moment, gdy desperaci będę masowo wchodzić na rynek i wówczas właśnie im odsprzedać akcje? Nie. Być może już od jutra zaczną się spadki i za kilka miesięcy okaże się, że minione dwa lata wzrostów to nie była jednak hossa(!), a jedynie korekta bessy rozpoczętej w 2007 roku?
Nie ma tak dobrze. Podejmij decyzję świadomy ryzyka, bo tylko wówczas twoja decyzja będzie naprawdę twoja.

Maciej Rogala

 

Maciej RogalaMaciej Rogala – doświadczony konsultant i szkoleniowiec, specjalizujący się w funduszach inwestycyjnych i dobrowolnych planach emerytalnych. Prowadzi firmę doradczo-szkoleniową EDINEM – Edukacja Inwestycyjna i Emerytalna. Jest autorem czterech książek, w tym trzech poradników inwestycyjnych: Otwarte fundusze inwestycyjne. Zasady są proste (2006 rok), Rozważny inwestor. Daj sobie radę (2010 rok) oraz III filar Twojej Emerytury. Przygotuj dobry plan na lepszą przyszłość (listopad 2011).