Każdy marzy o inwestycji na samym dołku. I prawie nikt wtedy nie inwestuje

21.06.2016
 Każdy marzy o inwestycji na samym dołku. I prawie nikt wtedy nie inwestuje

 

Od dawna nie miałem tak optymistycznego nastawienia do naszej giełdy. Źródłem mojego optymizmu jest kilka czynników, ale skupię się tylko na jednym.

Analitycy oraz doradcy inwestycyjni podkreślają w swoich prognozach czynniki fundamentalne lub powołują się na analizę techniczną. Ja natomiast zawsze mam na uwadze, że jedynym czynnikiem bezpośrednio oddziałującym na wycenę akcji na giełdzie jest relacja popytu do podaży.

Jak wszyscy widzimy, popyt na akcje firm notowanych na GPW jest, delikatnie mówiąc, słaby. Z drugiej jednak strony nie widzę większych zagrożeń po stronie podaży akcji. Od kilku miesięcy obserwujemy ujemne saldo nabyć w kategorii funduszy akcji polskich, jednak nadwyżka podaży jest minimalna. W ostatnim miesiącu wyniosła 150 milionów. Aktywa funduszy inwestycyjnych utrzymują się mniej więcej na stałym poziomie od dłuższego czasu, jednak udział funduszy akcyjnych jest na historycznie niskich poziomach; w maju spadł do poziomu 10,7%.

Oczywiście ta sytuacja jest w pełni zrozumiała, gdy weźmiemy pod uwagę wyniki funduszy akcji inwestujących na rodzimym rynku. W okresie ostatnich 9-10 lat większość funduszy akcji polskich firm przyniosła straty. W pewnym sensie upadł mit długiego horyzontu czasowego przy inwestycjach w akcje, a przecież jeszcze kilka lat temu bardzo często słyszeliśmy z ust doradców, analityków, że w okresie 5 lat „na pewno” odrobimy straty. Dzisiaj ten okres wydłużył się dwukrotnie i straty nadal odczuwają osoby inwestujące w 2006 roku, a przede wszystkim w połowie 2007 roku.

Dziwić może to, że Polacy nadal trzymają w funduszach polskich akcji ponad 20 miliardów złotych. Jednak z drugiej strony warto brać pod uwagę, że posiadacze jednostek uczestnictwa funduszy akcji przeszli taką naukę pokory, ich cierpliwość została wystawiona na taką próbę, że pozostali naprawdę najwytrwalsi.

Popyt ze strony nowych inwestorów jest na minimalnym poziomie i na pewno na takim utrzyma się przynajmniej do czasu rozstrzygnięcia kwestii głosowania Brytyjczyków w sprawie pozostania w UE. Dodatkowym czynnikiem ryzyka, działającym jedynie w Polsce, jest nierozwiązana sprawa frankowiczów, której ostateczny rezultat może mieć ogromny wpływ na wyniki finansowe banków notowanych na GPW.

Z drugiej strony zawsze w takich sytuacjach należy brać pod uwagę, na ile te czynniki już teraz wpływają na relacje popytu i podaży, a na ile mogą mieć wpływ w przyszłości.

Obawy przed Brexitem niemal paraliżują rynek. I warto pamiętać, że z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze utrzymuje się, a nawet rośnie przewaga zwolenników wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, a po drugie pojawiają się coraz bardziej kasandryczne prognozy na temat wpływu ewentualnego Brexitu na rynek akcji – porównuje się go do tego, jaki miał upadek Lehman Brothers w 2008 roku.

W tym miejscu warto zadać sobie samemu pytanie: Czy może być jeszcze gorzej? I warto głęboko pochylić się nad odpowiedzią na to pytanie. Po pierwsze nie wiemy, czy dojdzie w rzeczywistości do Brexitu, po drugie, jego efekt nie musi być wcale tak negatywny, jak dzisiaj się to przedstawia.

Czy to znaczy, że dzisiejszą sytuację należy postrzegać w kategoriach wyjątkowej okazji inwestycyjnej, szczególnie jeśli chodzi o rynek akcji polskich? Ja właśnie tak na nią patrzę, podobnie jak patrzyłem na końcówkę roku 2008.

Czy to znaczy, że akcje nie mogą być jeszcze tańsze za kilka tygodni czy nawet miesięcy? Oczywiście że mogą, tak jak mogły być jeszcze tańsze, gdy mówiło się o wyjątkowej okazji w IV kwartale 2008 roku. Akcje spadły bardziej, osiągając dno kilka miesięcy później.

Czy jednak moment na kupno akcji nie był wówczas wyjątkowy? Z dzisiejszej perspektywy wiemy, że był i to bardzo. Szczególnie dla osób, które postanowiły rozłożyć korzystanie z okazji na co najmniej kilka miesięcy - dokonując kilka, kilkanaście rozłożonych w czasie wpłat.

W swoich decyzjach zawsze powinniśmy brać pod uwagę wszystkie ryzyka, a nie tylko te, które widzi każdy – ryzyko dalszego spadku cen akcji. O tym ryzyku wie niemal każdy i, moim zdaniem, przywiązuje do niego zbyt dużą wagę.

To dlatego pozostajemy w funduszach pieniężnych, trzymamy całość oszczędności na niskooprocentowanych lokatach - zdecydowana większość z nas. Ale w tej dzisiejszej sytuacji, jeszcze raz podkreślę, że pod wieloma względami wyjątkowej, powinniśmy także brać pod uwagę to drugie ryzyko – utraty kolejnej okazji inwestycyjnej, jaka zdarza się na rynku akcji raz na kilka lat. Ostatnio mieliśmy z taką okazją do czynienia na przełomie 2008/2009, wcześniej w 2003/2004 roku. Minęło już sporo czasu.

Większość nawet wytrawnych „łapaczy dołków” twierdzi dzisiaj: „Poczekam, będzie taniej”. A przecież taniej może już nie być.

I co wtedy? Kupimy drożej, czy jednak pozostaniemy poza rynkiem, w nadziei, że dostaniemy jeszcze jedną szansę?




Maciej Rogala - doświadczony konsultant i szkoleniowiec, specjalizujący się w funduszach inwestycyjnych i dobrowolnych planach emerytalnych. Prowadzi firmę doradczo-szkoleniową EDINEM – Edukacja Inwestycyjna i Emerytalna. Jest autorem czterech książek, w tym trzech poradników inwestycyjnych: Otwarte fundusze inwestycyjne. Zasady są proste (2006 rok), Rozważny inwestor. Daj sobie radę (2010 rok) oraz III filar Twojej Emerytury. Przygotuj dobry plan na lepszą przyszłość (listopad 2011).

Niniejszy materiał jest opinią eksperta i odzwierciedla jego osobiste poglądy.
Spółka nie ponosi odpowiedzialności za trafność oraz kompletność przekazywanych przez eksperta informacji.
Opinie ekspertów odzwierciedlają ich osobiste poglądy i nie należy interpretować ich jako opinii lub stanowiska Union Investment TFI S.A.