Mamy hossę. I co dalej?

08.11.2013
Mamy hossę. I co dalej?

 

Wreszcie mamy hossę. Od razu część analityków i komentatorów bawi się w poszukiwanie odpowiedzi: Jak długo ona potrwa?, nie biorąc pod uwagę tego, że ewentualna odpowiedź posłuży za pożywkę dla tych, którzy kurczowo trzymają się niskoprocentowych lokat bankowych.
W takich momentach wszyscy, którzy pozostają poza rynkiem mają ogromny emocjonalny opór przed przyznaniem się do porażki, nie tylko tej wcześniejszej, gdy stracili pieniądze inwestując na szczycie lub blisko niego w 2006 lub 2007, ale tej aktualnej  - obserwując z boku dynamiczne wzrosty na giełdzie.
„Teraz jest już za późno”, „lada chwila powrócą spadki” – tak najczęściej przekonują siebie posiadacze lokat bankowych.


I nadal trzymają setki miliardów oszczędności otrzymując średnio 2% odsetek w skali 12 miesięcy.  Niestety dochody z lokat wydają się teraz jeszcze niższe, gdy jednostki uczestnictwa funduszy akcji przyniosły zyski 2-3 razy wyższe w skali jednego miesiąca!
Wielu posiadaczy lokat bankowych wpadło w klasyczną pułapkę własnych emocji i obaw. Z jednej strony, nie chcąc ryzykować nie są w stanie przełamać strachu przez inwestowaniem, przed poniesieniem straty, a z drugiej, nagle zdają sobie sprawę z ceny jaką płacą za swój strach. Ktoś kiedyś napisał, że „strach przed inwestowaniem to główny problem wielu drobnych ciułaczy, który w ostateczności doprowadza ich do głębokich strat”.
Powtarzanie sobie „teraz jest już za późno”, „trzeba było wcześniej”, „wzrosty już się na pewno skończyły” to  droga do nikąd, a raczej do zainwestowania na szczycie hossy.
Bo czy hossa się już skończyła? Czy mamy klasyczną euforię na rynku, charakterystyczną dla końcówki wzrostów? Nie.
Czy nasz dystans do giełdy jest wyjątkowy? Ostatnio znalazłem informację o tym, że również Amerykanie przespali hossę, która na rynku amerykańskim była znacznie bardziej dynamiczna niż na GPW. Indeksy w Stanach, szczególnie indeks Nasdaq (skupiający spółki nowych technologii), już dawno przebiły poziomy z 2007 roku; my wciąż pozostajemy na dużo niższych poziomach.  Przeważają lokaty płynne, takie jak depozyty i fundusze gotówkowe, na których ulokowane jest prawie 50% oszczędności. Amerykanie zaledwie 18% posiadanych kapitałów zainwestowali w akcjach, jeszcze mniej (7%) w obligacjach.
Jak widać, główny strumień pieniędzy ze strony indywidualnych inwestorów jeszcze nie zaczął płynąć na rynek akcji.
Czy warto w związku z tym nadal czekać i przekonywać siebie, że to nie jest dobry moment na zainwestowanie?
Na szczęście nawet w okresie hossy wzrosty nie są stałe, zdarzają się korekty. Zwróć uwagę na to ile było okazji do wejścia na rynek akcji, po bardzo niskich cenach w ostatnim czasie. Takie okazje wystąpią także w przyszłości. Na szczęście nie musimy podejmować decyzji „albo albo” – albo 100% oszczędności na lokatach bankowych lub w funduszach pieniężnych/obligacji (tak jak większość teraz), albo 100% w funduszu akcji. Trzymając całość oszczędności w banku grasz va bank, bo przecież postawiłeś wszystko na jeden scenariusz – spadków na giełdzie. Teraz chodzi o to abyś znalazł punkt równowagi, zdywersyfikował ryzyko: jakąś część, 10 a może 20%, postawił na drugi, być może nawet bardziej prawdopodobny scenariusz – kontynuacji hossy na giełdzie.  Możesz podjąć decyzję, aby te 10-20% przenieść do funduszy akcji w ratach, na przykład w okresie najbliższych kilku miesięcy.
Nadal masz wątpliwości? Jeżeli tak, to zadaj sobie jedno proste pytanie: Jak się będę czuł i co zrobię, jeżeli jakimś cudem, hossa nadal będzie trwała a akcje za 6 miesięcy będą dużo drożej wyceniane niż dzisiaj?
„No ale przecież nie wiadomo czy do takiej sytuacji dojdzie?”.
No właśnie, na tym polega cały urok inwestowania! Nie wiadomo, czyli może się tak zdarzyć! I co wówczas? Kolejny raz zainwestujesz na szczycie hossy, gdy wszyscy będą „pewni tego”, że spadki nam nie grożą, tak jak w połowie 2007 roku?

Maciej Rogala

 

Maciej RogalaMaciej Rogala – doświadczony konsultant i szkoleniowiec, specjalizujący się w funduszach inwestycyjnych i dobrowolnych planach emerytalnych. Prowadzi firmę doradczo-szkoleniową EDINEM – Edukacja Inwestycyjna i Emerytalna. Jest autorem czterech książek, w tym trzech poradników inwestycyjnych: Otwarte fundusze inwestycyjne. Zasady są proste (2006 rok), Rozważny inwestor. Daj sobie radę (2010 rok) oraz III filar Twojej Emerytury. Przygotuj dobry plan na lepszą przyszłość (listopad 2011).