Polacy trzymają 537 mld zł na coraz niżej oprocentowanych depozytach bankowych

14.06.2013
Polacy trzymają 537 mld zł na coraz niżej oprocentowanych depozytach bankowych

 

Ostatnie dane opublikowane przez firmę Analizy Online pokazują, że utrzymuje się skłonność gospodarstw domowych do oszczędzania. Coraz większe obawy o bezpieczeństwo finansowe, o stabilność pracy, powodują, że ograniczamy konsumpcję odkładając część dochodów na tzw. czarną godzinę.
Wartość oszczędności na koniec pierwszego kwartału br. przekroczyła 1,08 bln zł, wykazując roczną dynamikę na poziomie 9,4 proc. Najwięcej środków, bo ponad 50%, zdeponowaliśmy w bankach – 537 miliardów złotych.
Także branża funduszy inwestycyjnych nie ma powodów do narzekań.  Na koniec kwietnia br. aktywa funduszy wzrosły do kwoty 159 mld złotych. W maju było jeszcze lepiej. Najpopularniejsze wśród inwestorów są fundusze obligacji. Ich udział w rynku wynosi aż 28% (44,5 mld aktywów).
Wciąż mamy w pamięci spadki na giełdzie w okresie 2007-2009. Z tego powodu fundusze akcji nie cieszą tak dużą popularnością. Na ten rodzaj funduszy przypada 15,4% rynku (22,5 mld aktywów). Co więcej w kwietniu bieżącego roku, na skutek korekty na rynku akcji, saldo napływów środków do funduszy akcji było ujemne. Natomiast po wynikach w maju można oczekiwać ponownego napływu środków do funduszy akcyjnych. 
Czy jednak trend wzrostowy na rynku oszczędności będzie kontynuowany?
To zależy od kilku czynników. Po pierwsze od tego, czy świadomość konieczności oszczędzania okaże się trwalsza od kryzysu. Jeżeli nie, to wraz z poprawą sytuacji w gospodarce a przede wszystkim na rynku pracy, ponownie wpadniemy w nawyk konsumowania całości dochodów, być może również odłożonych oszczędności. Po drugie od tego, jak długo potrwa aktualny kryzys i jak będzie głęboki. Z jednej strony widzimy, że obawy o przyszłość bardzo skutecznie przekonują nas do oszczędzania, ale z drugiej, przy pogłębieniu się kryzysu, po prostu zostaniemy zmuszeni do konsumowania odkładanych pieniędzy. To oczywiście również przyczyni się do spadku oszczędności Polaków.

O wiele ciekawsze jest poszukiwanie odpowiedzi na inne pytanie: Czy i jak zmienią się preferencje Polaków odnośnie form lokat i instytucji finansowych w najbliższej przyszłości?
W bankach zdeponowaliśmy najwięcej środków. Jednak oprocentowanie lokat i depozytów bankowych jest coraz niższe. To skutek spadającej inflacji i coraz niższych stóp procentowanych Narodowego Banku Polskiego. Dzisiaj stopy procentowe są na rekordowo niskim poziomie – stopa referencyjna NBP wynosi 2,75%, a wszystko wskazuje na to, że jeszcze nie na najniższym. Z różnych wypowiedzi członków Rady Polityki Pieniężnej można wywnioskować, że czekają nas kolejne obniżki stóp - do poziomu 2-2,5%.
Dalszy spadek stóp będzie skutkował coraz większym niezadowoleniem posiadaczy depozytów bankowych i coraz większym popytem na alternatywne formy lokat, w tym na fundusze inwestycyjne. To już ma miejsce od kilku miesięcy.
Dotychczas przeważał popyt na jednostki uczestnictwa funduszy obligacji, w mniejszym stopniu funduszy pieniężnych i gotówkowych. Jednak rentowność tych pierwszych może się załamać w momencie odwrócenia trendu zmian stóp procentowych. Przenoszone środki z lokat bankowych mogą wówczas popłynąć dużo większym strumieniem do funduszy akcyjnych: funduszy akcji, funduszy zrównoważonych lub funduszy stabilnego wzrostu.
Napływ nowych środków do tej kategorii funduszy wygeneruje określony popyt na akcje ze strony zarządzających funduszami.
Dzisiaj  skala tego popytu pozostaje wielkim znakiem zapytania. Warto jednak przyjrzeć się bliżej potencjalnym kwotom przepływu oszczędności. Przy dalszym spadku oprocentowania depozytów, 5% depozytów bankowych przesuniętych do funduszy akcyjnych można uznać za bardzo umiarkowaną prognozę. A to oznacza kwotę ponad 25 miliardów złotych napływających do funduszy, z których co najmniej połowa może zostać zainwestowana w akcje. 10-cioprocentowa skala przepływu daje kwotę dwa razy wyższą, czyli 50 miliardów, co nadal wydaje się dość konserwatywnym założeniem.
Co więcej, gdyby miało dojść do zmiany preferencji oszczędzających, pokazane wyżej kwoty nie wyczerpują potencjalnych źródeł środków napływających na rynek akcji.
Z dzisiejszych 160 miliardów aktywów funduszy inwestycyjnych aż 62 miliardy stanowią aktywa funduszy obligacji oraz funduszy pieniężnych. Bardzo wysoki napływ środków, szczególnie do funduszy obligacji, to skutek doskonałych przeszłych wyników, przekraczających czasami 10% w skali 12 miesięcy.
Fundusze obligacji są beneficjentami obniżek stóp procentowych, ponieważ przynoszą dodatkowy dochód swoim uczestnikom na skutek wzrostu wycen obligacji o stałym oprocentowaniu na rynku wtórnym. Jednak w pewnym momencie cykl obniżek stóp procentowych się zatrzyma i ulegnie odwróceniu. To z kolei przełoży się na rentowność funduszy obligacji. O rosnącym ryzyku korekty na rynku obligacji świadczą wyniki funduszy w maju bieżącego roku, które wykazały ujemną stopę zwrotu w okresie jednego miesiąca. Nie można wykluczyć tego, że przy trwałej zmianie trendu rentowność funduszy obligacji będzie ujemna nawet w skali 12 miesięcy. Czy i kiedy to nastąpi nie warto jednak prognozować, co udowodniły wyniki funduszy obligacji w kwietniu – tym razem pokazując bardzo wysokie, czasami przeszło 2-procentowe rentowności, co zaskoczyło większość analityków.
Z podobnym zjawiskiem – trwałej zmiany trendu - mieliśmy już do czynienia 10 lat temu, kiedy w połowie 2003 roku dwuletni okres bardzo wysokich napływów środków do funduszy obligacji przerodził się, niemal z dnia na dzień, w okres niemal równie wysokich wycofań środków i przenoszenia ich do funduszy akcyjnych; ta zmiana preferencji oszczędzających a nie późniejsza poprawa gospodarki zapoczątkowała najdłuższą na naszym rynku hossę. Tamto przeszłe doświadczenie powinni brać pod uwagę wszyscy oszczędzający, którzy z ewentualnymi inwestycjami na rynku akcji powstrzymują się do czasu pierwszych oznak wyjścia gospodarki z kryzysu.
Niewykluczony więc, a wręcz bardzo prawdopodobny jest dodatkowy popyt na akcje (na jednostki funduszy akcyjnych) ze strony posiadaczy jednostek uczestnictwa funduszy obligacji oraz w mniejszym stopniu funduszy pieniężnych.
Podsumowując, większość analityków, prognozujących przyszłą koniunkturę na warszawskim parkiecie, skupia się na wskaźnikach ekonomicznych, na próbie znalezienia odpowiedzi na pytanie: czy w drugiej połowie tego roku dojdzie do zapowiadanego odbicia w gospodarce?
Jednak doświadczenia ostatnich kilku lat pokazują, że coraz trudniej wskazać bezpośrednią korelację między wycenami akcji na giełdzie a stanem danej gospodarki. O wycenach akcji decyduje głównie polityka pieniężna prowadzona przez bank centralny danego kraju. Tam gdzie stopy procentowe są na realnie ujemnych poziomach (poniżej poziomu inflacji) rynek akcji jest wyceniany powyżej poziomów z okresu hossy w 2007 roku – dotyczy to na przykład giełd w USA i Wielkiej Brytanii.
W Polsce wyceny akcji są wciąż na dużo niższym poziomie, pomimo lepszej kondycji gospodarczej w okresie ostatnich 6 lat w porównaniu do USA a tym bardziej do Wielkiej Brytanii czy Francji, gdzie również indeks giełdowy odnotowuje rekordowe poziomy - wartość indeksu WIG 20 jest poniżej 2500 punktów, podczas gdy w 2007 przekraczała poziom 3900!
Gregory Mankiv, profesor ekonomii na uniwersytecie Harvard, w niedawno opublikowanym komentarzu na łamach „New York Timesa” napisał nawet, że „giełdowe notowania wydają się żyć własnym życiem”.
Zawsze warto mieć na uwadze, że „własne życie” to jedyny bezpośredni czynnik wpływający na bieżącą wycenę akcji na giełdzie, czyli stosunek popytu do podaży. 
Wydaje się więc, że w najbliższych kilku-, kilkunastu miesiącach, relacja podaży do popytu na warszawskim parkiecie będzie zależała głównie od tego jak zachowają się posiadacze lokat bankowych w obliczu coraz niższego poziomu odsetek oraz posiadacze jednostek uczestnictwa funduszy obligacji, w momencie ustanowienia minimalnego poziomu stóp procentowych. 

 

Maciej Rogala

 

Maciej RogalaMaciej Rogala – doświadczony konsultant i szkoleniowiec, specjalizujący się w funduszach inwestycyjnych i dobrowolnych planach emerytalnych. Prowadzi firmę doradczo-szkoleniową EDINEM – Edukacja Inwestycyjna i Emerytalna. Jest autorem czterech książek, w tym trzech poradników inwestycyjnych: Otwarte fundusze inwestycyjne. Zasady są proste (2006 rok), Rozważny inwestor. Daj sobie radę (2010 rok) oraz III filar Twojej Emerytury. Przygotuj dobry plan na lepszą przyszłość (listopad 2011).