Skoro jest tak dobrze, to dlaczego …

28.03.2011
Skoro jest tak dobrze, to dlaczego …

 

W marcu ukazało się opracowanie Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami pt. „Rynek funduszy inwestycyjnych w Polsce w 2010 roku”. Możemy w nim przeczytać, że był to bardzo udany rok dla funduszy inwestycyjnych, że: ”Wartość aktywów netto zarządzanych przez fundusze zwiększyła się o 22,80 mld zł (24,4%), co było rezultatem o 3,3 mld zł lepszym od roku 2009. Najlepszymi miesiącami dla rynku funduszy były marzec, lipiec, wrzesień i grudzień, czyli miesiące, w których panowała korzystna koniunktura na warszawskim parkiecie oraz na giełdach zagranicznych. Jedynie w dwóch miesiącach – maju i czerwcu – mieliśmy do czynienia z niewielkimi spadkami wartości środków finansowych zarządzanych przez fundusze inwestycyjne. Wzrost wartości aktywów netto o 22,8 mld zł to najlepszy wynik rynku funduszy inwestycyjnych w Polsce od 2007 r”.


A jednak. Gdy porównamy dzisiejszą wartość indeksów z ich maksymalnymi wartościami w 2007 roku – czyli sprzed kryzysu, to okazuje się, że jesteśmy daleko w tyle już nie tylko za takimi krajami jak Korea Południowa, Brazylia, czy Indie (w których indeksy przebiły już maksima z 2007 roku), ale nawet za rynkami „umierającymi” pod ciężarem swojej dojrzałości takimi jak Stany Zjednoczone czy nawet kraje strefy Euro (którym brakuje kilkanaście procent do szczytów).
Dlaczego wciąż tak blado wypada nasz rynek? No cóż, powodów jest zapewne wiele. Ja chciałbym zwrócić natomiast na jeden, związany bezpośrednio w rynkiem funduszy inwestycyjnych. Otóż, gdy przyjrzymy się bliżej temu rynkowi, to zauważymy, że pomimo wzrostu wartości aktywów funduszy w całym 2010 roku aż o 25%, oszczędzający nadal szerokim łukiem omijają fundusze akcji.
Dlaczego nagle staliśmy się tak ostrożni? Przecież zawsze, także na rynku akcji, posiadacze oszczędności znani byli z „ułańskiej fantazji”. I tacy pozostaliśmy – jeżeli chodzi o inwestorów indywidualnych, lokujących swoje oszczędności bezpośrednio na giełdzie. Uczestnicy funduszy inwestycyjnych to jednak nieco inna kategoria inwestorów. To są osoby, które nie czują się na siłach samodzielnie podejmować decyzje inwestycyjne lub które nie mają na to czasu i ochoty i zdają się na innych.
Na tym rynku głównym dystrybutorem są banki. I podam jeden znamienny przykład, który chyba najlepiej pokazuje z jakim problemem borykają się fundusze akcji. Swego czasu zaproszono mnie na szkolenie do jednego z banku, z prośbą aby „przełamać” obawy pracowników banku przed oferowaniem funduszy akcji, które często nie mają uzasadnienia. Przygotowując się do szkolenia, przejrzałem dokładnie tzw. ankietę inwestora, która jest wymagana jako sprawdzająca każdego potencjalnego uczestnika funduszu – to wymóg tzw. MIFIDu. I co się okazało? Otóż po wypełnieniu tej ankiety, żaden inwestor nie kwalifikował się nawet do funduszu zrównoważonego, w porywach, tak jak mi powiedziano, jedynie kilka procent wypełniających ankietę, mogło „pozwolić sobie” na fundusz obligacji i stabilnego wzrostu.
Czy gdyby nie MIFID i nie urzędnicza nadgorliwość niektórych banków w wypełnianiu zobowiązań wynikających z tych przepisów, to indeksy akcji w Polsce byłyby co najmniej kilkanaście procent wyżej a zyski uczestników funduszy dużo wyższe niż w ostatnich 2 latach, gdy większość z nas przespała wzrosty będąc w funduszach pieniężnych i funduszach obligacji?
To chyba byłby zbyt daleko idący wniosek. A może i nie.

Maciej Rogala

 

Maciej RogalaMaciej Rogala – doświadczony konsultant i szkoleniowiec, specjalizujący się w funduszach inwestycyjnych i dobrowolnych planach emerytalnych. Prowadzi firmę doradczo-szkoleniową EDINEM – Edukacja Inwestycyjna i Emerytalna. Jest autorem czterech książek, w tym trzech poradników inwestycyjnych: Otwarte fundusze inwestycyjne. Zasady są proste (2006 rok), Rozważny inwestor. Daj sobie radę (2010 rok) oraz III filar Twojej Emerytury. Przygotuj dobry plan na lepszą przyszłość (listopad 2011).