Zadyszka giełdowych „maluchów” nie przekreśla potencjału zysków

26.03.2014
Zadyszka giełdowych „maluchów” nie przekreśla potencjału zysków

 

O sytuacji na rynkach akcji rozmawiamy z Ryszardem Rusakiem, Dyrektorem Inwestycyjnym ds. Akcji.

W ostatnich tygodniach obserwujemy istotny rozdźwięk pomiędzy koniunkturą na szerokim rynku (indeks WIG) a segmentem małych spółek. Z czego on wynika?

Słabość spółek giełdowych o mniejszej kapitalizacji to efekt jednoczesnego oddziaływania kilku czynników. Kluczowy jest fakt, że nie wszystkie spółki dostosowały swoje wyniki finansowe do skali ubiegłorocznych zwyżek cen akcji. Część spółek, pomimo ostatniej przeceny, pozostaje relatywnie droga, podczas gdy ich wyniki nie poprawiają się proporcjonalnie do wzrostu wartości rynkowej i oczekiwań. Ponadto w segmencie małych spółek obserwujemy odpływ kapitału. Najwyraźniej niektórzy inwestorzy postanowili zrealizować zyski, a ich szybka decyzja wynikła z niepewności wywołanej rozwojem konfliktu rosyjsko-ukraińskiego.

Dlaczego skala spadków cen akcji giełdowych „maluchów” jest tak znaczna?

Małe spółki są bardzo wrażliwe na zmianę sentymentu, czego główną przyczyną jest ich niska płynność. Do tego dochodzi znikomy popyt ze strony inwestorów zagranicznych, którzy z uwagi na wielkość lokowanych na warszawskiej giełdzie środków interesują się przede wszystkim spółkami o dużej kapitalizacji. Dlatego inwestując w akcje z segmentu małych spółek, należy pamiętać nie tylko o wysokim potencjale, ale i ryzyku. Gdy akcje „misiów” cieszą się popytem, ich ceny rosną bardzo dynamicznie, jednak jeśli koniunktura się odwróci, potrafią one równie dynamicznie spadać.

Jak w kontekście obecnej słabości rysują się perspektywy małych spółek notowanych na GPW?

Patrząc na segment małych spółek, trudno oczekiwać spektakularnych wzrostów o podobnej skali jak w 2013 r. W dalszym ciągu można jednak wyselekcjonować stosunkowo dużą grupę spółek, które mają ciekawy model biznesowy i interesujące produkty. Firmy te są w stanie wykorzystać polepszającą się koniunkturę w Polsce oraz w strefie euro i poprawiać swoje wyniki, zachęcając inwestorów do zakupu ich akcji. Zysk z funduszu małych i średnich spółek na koniec 2014 r. nie będzie zapewne tak wysoki, jak w roku ubiegłym, jednak dzięki dobrej selekcji walorów wynik w okolicach 10–12% jest realny do osiągnięcia.

W lutym bieżącego roku OFE stały się de facto funduszami akcyjnymi. Czy przekłada się to w jakimś stopniu na „stabilizację” cen polskich akcji?

Teza głosząca, że OFE stabilizują ceny akcji, jest całkowicie błędna. Analizując historyczne trendy na warszawskim parkiecie, można zauważyć, że aktywność funduszy emerytalnych ma marginalny wpływ na wartość rynkową spółek. Nie przeceniałbym zatem tego czynnika, pomimo że do końca tego roku minimalny poziom zaangażowania OFE w akcje będzie wynosił 75%. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że w dalszej perspektywie działalność OFE nie tylko nie ustabilizuje rynku, ale wręcz może zwiększyć jego zmienność.

Dlaczego?

Zwróćmy uwagę, że odkąd OFE przekazały obligacje do ZUS, stały się wrażliwsze na koniunkturę giełdową, co widać choćby po kilkuprocentowych spadkach wyników w marcu. Można się więc spodziewać, że wraz z obniżaniem minimalnego limitu zaangażowania w polskie akcje zarządzający funduszami emerytalnymi będą dążyli do zapewnienia portfelom odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa i dywersyfikacji. Jedną z możliwości inwestycyjnych, dzięki której mogliby to osiągnąć, jest zwiększenie ekspozycji na instrumenty zagraniczne kosztem krajowych. W konsekwencji istnieje prawdopodobieństwo podwyższonej, choć pewnie rozłożonej w czasie, podaży polskich akcji ze strony OFE. Byłoby to novum, gdyż przez ostatnie kilkanaście lat OFE generowały popyt na akcje, przyczyniając się do uplasowania wielu IPO i rozwoju polskiej gospodarki.

Czy w ostatnim czasie miały miejsce ważne dla inwestorów wydarzenia?

Znaczącym wydarzeniem była publikacja przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie indeksów WIG50 oraz WIG250, obejmujących odpowiednio 50 średnich i 250 małych spółek z Głównego Rynku GPW. Z tego względu dokonaliśmy pewnych zmian w subfunduszu UniAkcje Małych i Średnich Spółek.

Co to za zmiany?

Dostosowaliśmy benchmark subfunduszu do nowego indeksu – WIG50. To istotna zmiana, jako że różnice w strukturze pomiędzy indeksem sWIG80, który do tej pory służył za wzorzec oceny efektywności subfunduszu, a nowym WIG50 są duże. Ten ostatni zastępuje bowiem dotychczasowy indeks grupujący spółki o średniej kapitalizacji, podczas gdy odpowiednikiem indeksu sWIG80 jest obecnie WIG250. Po zmianie benchmark subfunduszu UniAkcje Małych i Średnich Spółek to 90% WIG50 i 10% WIBID 1M.

Czy zmiana benchmarku pociągnie za sobą przebudowę portfela?

Z czasem tak, jednak wszelkie zmiany w portfelu będą dokonywane sukcesywnie na podstawie analizy atrakcyjności lokat.

Przenieśmy się do Turcji. Czy widać jakieś sygnały świadczące o powrocie inwestorów na ten rynek?

Na wyraźną zmianę sentymentu i masowy powrót inwestorów jest jeszcze za wcześnie. Nie przemawiają za tym zredukowane prognozy wzrostu gospodarczego i w dalszym ciągu ryzyko natury politycznej. Warto jednak zwrócić uwagę, że indeks tureckiej giełdy zachowuje się od początku roku lepiej niż rosyjski i co ciekawe, po znacznym odpływie kapitału zagranicznego z Rosji wydaje się, że turecki BIST 100 zaczyna „łapać dno”, od ponad dwóch tygodni poruszając się w trendzie bocznym.

Czy można więc liczyć na choćby krótkoterminowe wzrosty?

Jeśli przyjąć giełdową zasadę „kupowania plotek”, na przełomie marca i kwietnia teoretycznie pojawi się szansa inwestycyjna – wybory samorządowe w Turcji. Na rynku spekuluje się, że bezpośrednio po nich może nastąpić minihossa. Jednak znając sposób myślenia największych graczy, można będzie zaobserwować wzrosty już nieco wcześniej, wraz z budowaniem pozycji pod przyszłe wzrosty. Niezależnie jednak od tego, czy te przewidywania są trafne, trzeba mieć na uwadze, że w akcje powinno się inwestować co najmniej w kilkuletnim horyzoncie czasowym.

Na koniec pytanie: skąd biorą się spore czasem różnice pomiędzy wyceną funduszy akcyjnych Union Investment TFI a konkurencyjnych funduszy i indeksów giełdowych?

Poza tym, że portfele naszych subfunduszy różnią się od portfeli konkurencji oraz nie odzwierciedlają struktury indeksów giełdowych (to domena funduszy ETF), kluczowe znaczenie ma to, że w Union Investment TFI fundusze są wyceniane na godzinę 12.00. Raz na jakiś czas zdarza się, że w ciągu zaledwie jednego dnia indeks spada lub rośnie np. o 5–6%. Wówczas różnica w wycenie pomiędzy godziną 12.00 a zamknięciem sesji giełdowej może wynieść nawet 3–4 punkty procentowe. Warto jednocześnie pamiętać, że wycena dokonywana na godzinę 12.00 ma bardzo dużą zaletę z punktu widzenia inwestora – odkupienia jednostek uczestnictwa są realizowane dzień wcześniej niż w TFI, które wyceniają swoje fundusze na koniec dnia.
 

Patrząc na segment małych spółek, trudno oczekiwać spektakularnych wzrostów o podobnej skali jak w 2013 r. W dalszym ciągu można jednak wyselekcjonować stosunkowo dużą grupę spółek, które mają ciekawy model biznesowy i interesujące produkty.

Ryszard Rusak

Dyrektor Inwestycyjny
ds. Akcji

Załączniki: