Zainwestuję na giełdzie gdy będzie taniej. Czy aby na pewno?

19.12.2011
Zainwestuję na giełdzie gdy będzie taniej. Czy aby na pewno?

 

Kto traci na giełdzie? Najwięcej osoby, które deklarują, że nigdy nie zainwestują swoich oszczędności na giełdzie i … które zmieniają swoje postanowienie, gdy na rynku zapanuje euforia. Ale nie tylko. Są też inwestorzy będący dużo bliżej rynku akcji. W przeszłości osiągnęli jakiś sukces na giełdzie. Poznali smak zwycięstwa, czasami także porażki. Osiągane wyniki były bardziej dziełem przypadku niż przemyślanych decyzji inwestycyjnych. Oni także są niewolnikami zgubnych emocji, które z czasem doprowadzają do fatalnych decyzji inwestycyjnych.

Jak te osoby postrzegają okresy spadku na giełdzie? Dwojako. Z jednej strony są pełne obaw przed ryzykiem poniesienia straty, ale z drugiej doskonale zdają sobie sprawę z tego, ile można zarobić, gdyby trafiło się w sam dołek bessy. Jakie mają marzenie w sytuacji kryzysowej? Aby trafić w punkt zero – w sam koniec bessy. Nazwijmy ich „łowcami okazji”.

Fałszywe sygnały drogo kosztują

Czy trafiają? Nie. Gwarancją porażki jest to, że nie potrafią przełamać strachu przed poniesieniem strat. Łowcy okazji poszukują iluzji bezpieczeństwa.  W 2007 roku indeks WIG 20 zatrzymał się na poziomie 3900 punktów. Gdy zaczęły się spadki, towarzyszyły im, aż do października 2008 roku, różnego rodzaju prognozy analityków. Początkowo spadki miały się zatrzymać na poziomie 3000 punktów, później ustalono „twarde dno” bessy 500 punktów niżej. Z czasem schodzono coraz niżej.
Jak wróżby wpływają na łowcę okazji? Jak dowód, że to jest właśnie ten moment. Czym to się kończy? Poniesieniem straty. Inwestor decyduje się na dokonanie inwestycji w punkcie wróżby i jeżeli spadki są kontynuowane, co ma niemal zawsze miejsce, wychodzi z rynku, notując 10–20-procentową stratę. Istnieje zatem bardzo duże prawdopodobieństwo, wręcz pewność, że łowcy okazji ponoszą co najmniej jedną lub dwie straty podczas każdej bessy właśnie z tego powodu, że poszukuje wskazówek pozwalających określić punkt przesilenia.

Wyjątkowej okazji nie przewidzą nawet etatowi prorocy

Co dzieje się później? Gdy upadł bank Lehman Brothers (we wrześniu 2008 roku) na całym świecie zapanowała panika. Rozpoczął się spektakl pod tytułem: Jest coraz gorzej i nie widać żadnego światełka w tunelu. Pamiętam z tamtego okresu śmieszną i jednocześnie kompromitującą wypowiedź jednego z „etatowych wróżbitów”, karmiących łowców okazji. Analityk przyznał, że podczas bessy był zmuszony ciągle obniżać swoje prognozy ostatecznego zakresu spadków (wymienił chyba trzy takie prognozy z przeszłości), ale właśnie na jesieni 2008 roku uznał, że  nie ma sensu prognozować zakresu spadków. Doszło do paniki na rynku, skutkującej odwołaniem wszelkich możliwych prognoz. Należało to odczytywać w ten sposób, że indeksy mogą, a raczej na pewno nadal będą spadać do poziomów, o jakich nikomu się nie śniło.

Nowe oblicze łowcy okazji: „Poczekam, będzie taniej”

Jak ta wymarzona sytuacja inwestycyjna zostaje odebrana przez łowcę okazji? Podczas paniki na rynku obawy przed utratą okazji inwestycyjnej zostają całkowicie zdominowane i wyciszone przez inną emocję: strach przed poniesieniem straty. Łowca okazji przeistacza się w inwestora „poczekam, będzie taniej”. 
Dochodzi do paniki, rynek spada coraz niżej i coraz szybciej. Obawy przed dalszymi spadkami są coraz silniejsze. W efekcie, gdy zwiększa się atrakcyjność okazji inwestycyjnej, inwestor coraz bardziej boi się poniesienia nominalnej straty i coraz głośniej powtarza: Poczekam, będzie taniej. Na pewnym poziomie cen akcji emocje osiągają maksimum. Nigdy nie wiemy, jaki to będzie poziom. Najważniejsze jest to, że na samym dnie, w punkcie przesilenia, taki inwestor mówi najgłośniej: Poczekam, będzie taniej.

Ale taniej już nie będzie. Rynek osiąga ostateczne dno, z którego nie korzysta łowca okazji, bo przybrał inne oblicze: „Poczekam, będzie taniej”. Rynek akcji przy najsilniejszych spadkach cen akcji zazwyczaj bardzo dynamicznie odbija -jak w II kwartale 2009 roku.

W sidłach niezdrowego strachu i iluzji bezpieczeństwa

Co się dzieje z emocjami odmienionego inwestora? Nadal pozostaje ich niewolnikiem. Gdy rynek odbije o 30%, odczuwa to jako bolesną stratę. Przecież od wielu miesięcy miał jeden cel: złapać punkt zero. Ogarnia go strach, że utraci ten punkt, i zaczyna marzyć tylko o jednym. Wiemy, oczywiście, o czym. Aby powróciły spadki, aby rynek jeszcze raz dał mu szansę złapania punktu przesilenia (nawet gdyby rynek zlitował się nad nim, to sytuacja by się powtórzyła).

Kiedyś następuje koniec bessy, w punkcie, którego raczej nikt nie jest w stanie przewidzieć, a na pewno nie „etatowi wróżbici”. Inwestor marzyciel marzy o powrocie bessy. Ale bessa już się skończyła. Zaczyna liczyć straty. Początkowe 30% wzrostów, które mu uciekły, zwiększa się do 50. Z czasem strata się powiększa. Po kilkunastu miesiącach hossy w połowie 2010 „strata” urosła do 100%. W pewnym momencie emocje są tak duże, że postanawia uciec od strat. Wypłaca pieniądze z lokaty bankowej lub funduszu pieniężnego i przenosi do funduszu akcji lub kupuje bezpośrednio akcje. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że decyzja nastąpi na samym szczycie kolejnej hossy lub mini hossy – na przełomie 2010/2011 roku.

Czy akcje będę jeszcze tańsze? Znowu „etatowi wróżbici” snują takie prognozy. I widzę, że większość „łapaczy okazji” bierze do serca te wróżby i czeka na lepsze czasy – na jzcze większą okazję inwestycyjną
Czy warto na nią czekać? Aby odpowiedzieć na to pytanie, konieczne jest zadania sobie jeszcze jednego pytania: A co jeżeli dojdzie do paniki na giełdzie? Jaka wówczas zapanuje atmosfera na rynku? Czy wróżby nie zmienią się na jeszcze bardziej pesymistyczne tak jak to było na początku 2009 roku? Czy w związku z tym, nawet gdyby wystąpiła lepsza okazja do zakupu akcji – nie wiemy czy wystąpi(!) - skorzysta z niej osoba poszukującą iluzji bezpieczeństwa?

Z niemal 100% pewnością można założyć, że nie! Na tym polega fenomen giełdy.

Maciej Rogala

 

Maciej RogalaMaciej Rogala – doświadczony konsultant i szkoleniowiec, specjalizujący się w funduszach inwestycyjnych i dobrowolnych planach emerytalnych. Prowadzi firmę doradczo-szkoleniową EDINEM – Edukacja Inwestycyjna i Emerytalna. Jest autorem czterech książek, w tym trzech poradników inwestycyjnych: Otwarte fundusze inwestycyjne. Zasady są proste (2006 rok), Rozważny inwestor. Daj sobie radę (2010 rok) oraz III filar Twojej Emerytury. Przygotuj dobry plan na lepszą przyszłość (listopad 2011).