Zapowiada się rekordowy rok

19.01.2016
Zapowiada się rekordowy rok

 

Zapowiada się, że rok 2016 będzie rekordowy. Pod jakim względem? Wzrostu oszczędności Polaków. Czynnikiem sprzyjającym odkładaniu przez nas pieniędzy będzie spodziewany wzrost wynagrodzeń, ale nie tylko. Z rynku pracy sygnały są jednoznaczne i tendencja wydaje się trwała: pracodawcy chcą zatrudniać nowych pracowników i konkurencja wymusza podwyżki płac. Najbardziej wymownym przykładem świadczącym o poprawie rynku są doniesienia z poznańskiej filii Volkswagena, która ma kłopoty ze skompletowaniem załogi do nowo wybudowanego zakładu.

W ubiegłym roku stopa bezrobocia spadła poniżej 10 proc., a według analityków do końca tego roku może spaść nawet do 9,2 proc., czyli do poziomu nienotowanego od 1991 roku. Siłą napędową wzrostu gospodarczego Polski ma być dynamicznie rosnący eksport (w ubiegłym roku pierwsza od wielu lat nadwyżka w handlu zagranicznym) oraz wzrost konsumpcji.

Co więcej, są bardzo duże szanse na wprowadzenie w życie dwóch programów stymulujących wzrost wynagrodzeń, a raczej dochodów Polaków. To program 500+ oraz podwyższenie minimalnej stawki przy umowach zleceniach do 12 złotych za godzinę. W tym pierwszym przypadku istotny będzie ostateczny kształt programu: czy obejmie on wszystkich Polaków niezależnie od dochodów. Gdyby program przybrał kształt typowo socjalny i wykluczono z niego rodziny z co najmniej dwójką dzieci powyżej określonego dochodu, to nie tylko ograniczy to strumień pieniędzy, jaki trafi do kieszeni Polaków, ale przede wszystkim będzie oznaczało, że pomoc zostanie skierowana do osób o niskich dochodach, które niemal w całości przeznaczą te środki na konsumpcję.

Nie bez znaczenia jest też tania ropa. Ostatnio minister rozwoju gospodarczego Rosji Aleksiej Ulukajew powiedział, że Rosja musi się przystosować do niskich cen tego surowca, bo ceny na dzisiejszych poziomach „mogą utrzymać się przez dekady”.

Niska cena ropy naftowej jest wyjątkowo korzystna dla naszych portfeli, bo oznacza nie tylko bezpośrednie korzyści w postaci niższych rachunków płaconych za paliwo, ale także ogranicza koszty produkcji i dystrybucji bardzo wielu towarów, przede wszystkim żywności, która stanowi bardzo dużą część wydatków w domowym budżecie.

Wzrost dochodów w połączeniu z deflacją spowoduje, że realnie nasze zarobki wzrosną jeszcze bardziej, co dodatkowo będzie stymulowało wzrost oszczędności. Taka kombinacja wystąpiła w ubiegłym roku, czego skutkiem był wzrost naszych oszczędności do kwoty 1,1 bln złotych, nominalnie o 6 proc. w okresie 12 miesięcy, ale realnie aż o 6,9 proc.

A jakie są największe zagrożenia?

Istnieje szereg zewnętrznych zagrożeń, które mogą mieć negatywny wpływ na stan naszej gospodarki, a tym samym na poziom bezrobocia i wysokość naszych dochodów. Do najważniejszych zaliczyłbym kryzys emigracyjny w Europie i spowolnienie wzrostu w Chinach. Wymieniłbym też ryzyko związane z ogromnym zadłużeniem amerykańskich firm zajmujących się wydobyciem gazu i ropy z łupków – utrzymanie się cen ropy na bardzo niskich poziomach w powiązaniu ze wzrostem stóp procentowych może doprowadzić do bankructw w tym sektorze gospodarki, który dzięki ogromnym inwestycjom finansowanym tanim kredytem generował najwięcej nowych miejsc pracy w USA. W ostatnich 8 latach w USA powstało aż 1,65 mln nowym miejsc pracy, przy czym 1,44 mln na terenie tylko dwóch stanów – Teksasu i Dakoty Północnej, tam gdzie najdynamiczniej rośnie wydobycie ropy i gazu z łupków.

Istnieją też zagrożenia wewnątrz kraju dla stanu naszych oszczędności ulokowanych w instytucjach finansowych. Już ubiegłoroczne badania pokazały, że Polacy coraz więcej oszczędności trzymają w przysłowiowej skarpecie. Najważniejszym powodem jest spadek o jeden punkt procentowy cen towarów i usług, jakie nabywamy. Po raz pierwszy od 1989 roku opłacało się trzymać pieniądze w skarpecie, ponieważ na skutek spadku cen gotówka przyniosła nam realny dochód na poziomie jednego punktu procentowego.

W tym roku co prawda analitycy przewidują wyjście z inflacji, ale te prognozy nie muszą się sprawdzić, szczególnie wówczas gdy ceny ropy spadną jeszcze bardziej. Skłonność do trzymania pieniędzy w domu może być w tym roku silniejsza ze względu na nałożony na banki podatek od aktywów, który zacznie obowiązywać już od lutego bieżącego roku.

Jeszcze nie wiemy, w jakim stopniu ten dodatkowy koszt dla banków zostanie przerzucony na klientów banków, w tym na osoby zakładające depozyty bankowe, ale obawiam się efektu psychologicznego, który może zniechęcać posiadaczy wolnych środków do powierzania ich systemowi bankowemu.

Tak jak przewidywałem, podatek od aktywów nie objął funduszy inwestycyjnych, co stanowi pewną szansę dla tego sektora, jednak do tego, aby większe środki zaczęły płynąć do funduszy, potrzebne są jakieś impulsy, na przykład w formie wzrostu inflacji, co poprawiłoby wyniki funduszy gotówkowych, a jeszcze lepiej powrót dobrej koniunktury na GPW.